Rynek pracy w Polsce

O tym, że ciężko znaleźć prace w dzisiejszych czasach wie każdy kto otarł się o ten problem. Wykształcenie nie jest dziś kluczem do drzwi otwierającym rynek pracy. Liczy się doświadczenie , umiejętności ale i to może okazać się nie wystarczające gdy mamy odpowiedniego wieku, nie znamy języka, nie podnosimy swych kwalifikacji itp. Oprócz wykształcenia, znajomości danej branży dziś liczą się układy tzw. praca po znajomości. Nie ważne jakie wykształcenie, czy dana osoba zna się na danej pracy, ważne że to syn, córka Kowalskiego, którego zatrudnię po znajomości. W odstawkę idzie biedna ale wykształcona młodzież bez pleców. Tylko co niektórym udaje się zabłysnąć. Wystarczy potrzeć na polskie urzędy. Fikcyjne nabory na wolne stanowiska. Wolne już zajęte, ale w papierach musi być czysto. Potem mamy co niektórych urzędników tworzących buble prane. Podobnie jest z osobami w wieku po 50. Dla nich rynek pracy jest prawie martwy. Niby szukają z doświadczeniem pracownika ale młodego. Praca staje się czymś w rodzaju złotej góry którą ciężko zdobyć młodym i starszym pracownikom. Pracodawcy szukają młodych, doświadczonych, zdolnych, znających języki, gotowych dla pracy poświęcić wszystko, najlepiej by były to osoby stanu wolnego. Ci którzy maja dzieci są gorzej traktowani na etapie rekrutacji.

Pracodawcy nie chętnie zatrudniają osoby, które mają dzieci. Wiąże się to z dodatkowymi uprawnieniami jakie dają przepisy pracownikom w związku z uprawnieniami rodzicielskimi. Nie chcą mieć balastu, którego ciężko zwolnić bo chronią go przepisy. Dziś kobiety na rynku pracy muszą rezygnować z urlopu macierzyńskiego by było jeszcze dla nich miejsce pracy po urodzeniu dziecka. Kobiet dziś nie stać na to by być na urlopie wychowawczym i zajmować się dzieckiem. Boja się zwolnienia. Mamy niż demograficzny, absurdalne przepisy, które nie chronią i nie dają gwarancji dla rodziny. By ja utrzymać trzeba mieć pracę i koło się zamyka. Albo praca albo dzieci, dylemat wielu młodych ludzi, którzy wybierają karierę, rodzinę na potem. Ilu mamy pracowników z długoletnim stażem pracy. Nagle zostają bez pracy, zawonieni albo zakład ogłosił upadłość. Nikt nie chce prawie emeryta bo jest mało wydajny. Po wielu latach pracy człowiek musi zaczynać od nowa, za minimalne wynagrodzenie. Nie ważne umiejętności, takie realia, najniższa pensja i umowa na okres próbny lub czas określony. Pracownik w wieku przed 60 nie załapie się tez na wcześniejsze emerytury, tzw. pomostówki. A to brakuje parę lat pracy w szczególnych warunkach a to za mało okresów składkowych itp. i ZUS zamyka koło dochodu. Przepisy o emeryturach pozostawiają wiele do życzenia. Nie przewidują możliwości utraty pracy dla osób około wieku emerytalnego. Lista zawodów uprawnionych do wcześniejszych emerytur nie uwzględnia wielu ciężkich prac. Przeciętny Kowalski ma trudności nie tylko by znaleźć pracę ale i by uzyskać świadczenia z ZUS, Urzędu Pracy. Absurd przepisów. Pracodawcy zatrudniają młodych ludzi po szkole bez doświadczenia tylko po to by mieć pracownika któremu można zapłacić minimalne wynagrodzenia. Doświadczonym, znających się na danej branży trzeba zapłacić więcej, a po co jak można młodego nauczyć za małe pieniądze. Pracodawcy wykorzystują formy zatrudnienia jakim są staże. Wolą zmieniać stażystów bo płaci za nich urząd pracy niż zostawić stażystę, dając mu miejsce pracy. I tak oto rynek pracy jest zamknięty, człowiek jak ma prace to za jakie pieniądze, jakie warunki, siedzi cicho bo może ją stracić.

Rośnie liczba bezrobotnych, młodych bez doświadczenia i starszych z doświadczeniem. Paradoks, gdzie tu logika pracodawców, rządu. Praca to dziś wyścig szczurów. Trzeba stale podnosić swoje kwalifikacje, umiejętności by nie wypaść z rynku pracy. Praca jest dla wszystkich. Kodeks pracy ją gwarantuje. Ale przepisy przepisami, weryfikuje je życie, Polska rzeczywistość.